Drymlajner

Dziś rano udałem się do państwa Danuty i Ambrożego Keksów

w celu pożyczenia szklanki cukru, który był potrzebny mojej współmałżonce do wypieków domowych. Co dziwne, na moje dzwonienie nikt nie reagował. Już miałem odejść, gdy drzwi jednakowoż letko się uchyliły, a w szparce ujrzałem facjate pana Ambrożego.

– Wskakuj pan, szybko! – zawołał pan Ambroży.

Wskoczyłem.

– Panie Ambroży, co za konspirancja? Gdzie małżonka?

– Małżonka moja, Danuta Keks z domu Kowalszczyk, oddaje się życiu towarzyskiemu z panią Apolonią Wądorek. Ja natomniast ukrywam się na okolyczność Drymlajnera.

– Okolyczność czego?

– Drymlajnera! Ósmy cud nauki i techniki, ostatni nabytek naszego narodowego przenośnika!

– Słyszałem o tem, ciągle jest z powodu dlatego jakaś draka.

– Właśnie. I massmendia z tej draki żyją i odpytują wszystkich fachowców od sztuki latania.

– A pan jesteś lotniczy spec?

– Rzecz jasna, trzydzieści lat temu służyłem ukochanej ojczyźnie w lotnictwie.

– O, nigdy się pan nie chwalił, że pan latał!

– Bo latałem przeważnie z miotłą po lotnisku.

– Też ważna funkcja.

– Oczywiście. Ale oprócz tego detalycznie sprawdzałem, czy działają radiostancje w każdem samolocie, konkretnie w aeroplanie typu Iskra.

– Jak pan to sprawdzał?

– Samolot stał na płycie, ja się do niego gramoliłem i nawiązywałem łączność z wieżą końtrolną:  „wiosło dwa, dwieście szesnaście do kontroly!”

– Wiosło? W lotnictwie? W jaki sposób?

– W taki sposób, żeby zmylić enpela, żeby w razie, gdyby enpel przechwycił naszą korespondencję, myślał, że podsłuchał marynarkie przedwojenną.

– Jaki enpel, panie Ambroży?

– No tak, widać, że pan prochu nie wąchałeś. Enpel, czyly nieprzyjaciel. I w ten deseń zostałem się człowiekiem oblatanem w tem temacie i musze kikować, czy nie nadjeżdża tefałen i temuż podobnież.

– Nie chcesz pan wystąpić w telewizorze?

– Co pan, ja jestem porządny człowiek!

– Panie Ambroży, ale swoją szosą, co pan masz zaszczyt mniemać o tej hecy?

– Nasz narodowy przenośnik ledwo zipie, więc zanim ostatecznie padnie, osobistości, które niem sterują postanowily się zabawić i ostatnią mamone wydali na ten łabędzi śpiew lotnictwa. Ale niestety, nie jest łatwo przesiąść się ze skromnej syrenki do aliganckiego rolmopsa. Czy też wszak nie? Poza tem taki Drymlajner,  tak jak samochód typu rolmops, jest raczej na pokaz, z powodu dlatego rolmopsem jeździ królowa angielska, czy inny szwejk arabski. Delykatny jest w obsłudze, a nasze mechaniki do niego z holajzą i

z kluczem francuskiem i nieszczęście gotowe.

– Panie Ambroży, ale ja słyszałem, że te Drymlajnery mają uratować naszego narodowego przenośnika.

– Rzecz wiadoma, jak jakiś interes nie wypaly, to się zaraz wciska kit, że to narodowa konieczność i wskutek wobec tego zastaw sie, a postaw sie.

– I co, ludzkość daje się brać na ten bajer?

– Oczywiście, z powodu, że lubiemy całem narodem odczuć zwruszenie, front jedności oraz, bo wszyscy Polacy to jedna rodzina. I teraz wchodzisz pan do Drymlajnera, a tam pana wita stułardessa z orłem na pełnomlecznej piersi, kapitan intonuje „Rote”…

– Panie Ambroży! Rote?!

– No Rote, co pan tak morduchne rozpuszczasz?

– To jak ten Drymlajner ma polecieć, jak pragne zakwitnąć?

– Mam zaszczyt nie rozumieć…

– Jak sie zaczyna Rota?

Tu pan Ambroży aż zbladł.

– Faktycznie: „Nie rzucim ziemi” …

Przemysław Śmiech