Kino pod Minogą

Siedziałem sobie w Skaryszaku w cieniu, pardons, lipy, gdy w mój widnokrąg wkroczył pan Ambroży Keks.

– Dzień dobry się z panem, panie Ambroży! Przechadzkie na zdrowotność pan zażywasz?

– Wiadomo. A pan co, gruchankie pan masz z jakiemś kociakiem?

– E, panie Ambroży, tak sobie lanszafty oglądam i obrazki  z życia zawzięte. Czasem, panie Ambroży, takie kino tu odchodzi…

– Właśnie, apropos kinemantografii, czy mniałeś pan zaszczyt słyszeć o kinie na dowolnem powietrzu?

– Nie, poinformuj mnie pan.

 

– Dom braci Jabkoszczaków pan kojarzysz?

– No co pan, panie Ambroży, jak pragne zakwitnąć, niedługo się mnie pan zapytasz, czy kojarze kolumne Zegmonta!

– Przepraszam, nie chciałem potrącić w czułą strune. Otóż u Jabkoszczaków na Chmielnej, na podwórku kino uskuteczniają.

– Na podwórku? Pod gołym niebosłoniem?

– Musowo! Kino się nazywa pod Minogą, ku czci naszego zwieszcza Wiecha i jego arcydzieła „Cafe pod Minogą”. Te książkie artyści przenieśli do filmu, a niedawno puścili ten film u Jabkoszczaków. Frekwęcja przyszła niewąska, a teraz szykuje się cymes z  przedwojennego repertoaru „Każdemu wolno kochać”.

– Pierepałki na tle nasercowem?

– Rzecz wiadoma. Na srebrnem ekranie zobaczym własnoręcznie jednego biednego pana muzykalnego, któren zaczął pałać odczuciem do jednej panny z dobrego domu.

– Z bardzo dobrego?

– Z kamienicy nawet!

– To dobrze trafił!

– Niekoniecznie, z powodu dlatego, że mamusia i tatuś panienki nie mieli życzenia, żeby piękna latorośl z przepięknem posagiem dostała się w szczupłe ręce jakiegoś, za przeproszeniem, rzępolisty.

– Znakiem tego znaleźli pannie innego absztyfikanta?

– Znaleźli i się zrobił dopiero młyn z udziałem paru szlagierów, pokojówki, całego szpitala wariatów i jednego Dodka.

– Ale kino, panie Ambroży!

– Przecież mówię! Znakiem tego wielemożny pan się wybierze?

– Jakże by inaczej, małżonkie pod depache i szoruje na spotkanie sztuki powyższej. A skoro jeżeli będzie skwar, to po kinie piweczność!

– Tuś pan troszkie przesadził, naukowa niemożebność!

– W jaki sposób, panie Ambroży?

– A rusz pan logiką i jenteligencją pracującą! Albo małżonka – albo piweczność! Tercjum non datur…

Przemysław Śmiech