Pierwszą noworoczną krowensacje na tematy ze skwery kultury odbyłem z panem Ambrożym Keksem, zasłużonym pracownikiem Filmoteki Narodowej.
– Szacunek wyrażam, panie Ambroży! Jak pan spędziłeś ostatni czas pod względem kinemantografii?
– Oglądnęłem jemponujący fresk z dziejów Polski „Krzyżaki”.
– Fresk? W jaki sposób?
– W taki, że duży i kolorowy.
– No faktycznie duży, cztery godziny antrakcji, dawno nie oglądałem, możesz pan wyszczególnić przebieg w ogólnem obrysie?
– Proszę uprzejmnie. Otóż w starożytnej Polsce, za czasów Jagiełły Krzyżaki urządzaly na Odrze i Nysie niemożebne hece. Znakiem tego król Jagiełło wezwał ich do Warszawy, do Belwederu, na ałdiencje, czyli niewąski wygawor. Jak jechali mazowiecką dróżką przyuważył ich rycerz Zbyszko i rzucił się na nich z gazrurką.
– Na posłów? Niehonorowo!
– To samo powiedział król Jagiełło, jak się o tem dowiedział. Zbyszko się tłumaczył, że przeprasza za pardon, ale nigdy nie lubiał pająków, a najbardziej krzyżaków i jak tylko takiego zobaczy, to musi utłuc. Taki ma odruch waronkowy. Stracił głowę, ale jest mu przykro i może nawet tych hitlerowców zaprosić na flaki i sztamajze wyborowej.
– I co król na to?
– Król zaznaczył, że panie Zbyszko głowe to pan zaraz stracisz na gilotynie, bo taki jest kodeks karalny i nawet król nic nie poradzi.
– Na gilotynie? A nie pod toporem?
– Ścinali toporem, ale Unia Erłopejska powiedziała, że to niehigienicznie, że krew leci na kata i potem on nie może doprać służbowej marynarki i temuż podobnież.
– Ale w końcu nie obcieli Zbyszkowi nic?
– Nie obcieli, bo Danuśka, co czuła do niego miente, zaznaczyła, że to jej narzeczony, że ksiądz, knajpa i orkiestra już zamówione i proszę bardzo, ścinajcie, ale kto zapłaci za odwołane wesele? No to te Krzyżaki policzyli sobie dojczmarki i wyszło im, że mają tylko na organiste. Dali się więc na razie przeprosić, ale zapowiedzieli, „że jeszcze się, panna, spotkamy”.
– I się spotkali?
– No niestety, porwali ją i gdzieś schowali, szukał jej tatuś, Jurand ze Spychacza, ale nie znalazł, a nawet sam się zgubił.
– A co na to Zbyszko?
– Szukał narzeczonej po całem Enerde, aż jego stryj Maćko, wychodził z nerw.
– Z powodu dlaczego?
– Z powodu, że chciał, żeby Zbyszko zawarł pozagrobowy związek małżeński z niejaką Jagienką, szatynką z pełnomlecznem popiersiem. Zbyszko jednakowoż poprzeczny charakter posiadał i nie chciał nowej narzeczonej. W końcu Maćko powiedział, że Jagienka to niemfa oraz cudowne biustwo i że pierwszą krzyżową orzechy łupie. Na co Zbyszko, żeby mu stryj głowy nie zawracał, bo on ma uczulenie na orzechy. Temczasem Krzyżaki w dalszem ciągu uskuteczniali z Jagiełły humorystyczne drakie, że pacierza nie umie, że w kościele stoi, kiedy wszyscy siedzą i odwrotnie i że w wielki piątek wtranżala schaboszczaki, dewolaje tudzież kaszankie.
– Strasznie mu wjechaly na godność osobistom!
– Otóż. W takiem razie Jagiełło postanowił uskutecznić giermańcom mordobicie. Zwołał rycerstwo, kazał im wziąć karakanowe zbroje, miecze, szable, widły, sztachety i majchry i hura na pole bitwy. Krzyżaki wysłaly posłów, żeby pokazali Jagielle dwa nowe miecze, że niby, jak król zobaczy takie brzytwy z nierdzewnej zagranicznej staly, to mu zmięknie rura. Ale Jagiełło wzion miecze i zaznaczył w ten deseń: uprzejmnie dziękuję, będziem tem kroili karkówkie na grylu.
– Na jakiem grylu?
– Tak samo się spytaly te szkopy. A na takiem, powiedział król, co go zrobiem zaraz potem, jak wam spuścimy łomot. Będzie też gazowanie i panienki. Ale panów nie zaprosiem, bo panowie przecież osobistości duchowne, czy też wszak nie?
– Osobistości duchowne?
– Z pana to jednak ciemna masa. Krzyżaki to byli księża, Got mit uns, kojarzysz pan?
– Faktycznie, zapomniałem.
– A potem była bitwa na cały ekran. Najsampierw rycerze Jagiełły odśpiewali Rote, a następnie w dalszem trakcie zgnietli hitlerowskie nawałe. Krzyżaki tak uciekali, że aż im blaszane lakierki spadaly, a po bitwie król Jagiełło zamówił u mistrza Matejki obraz na historycznom pamniątkie.
– A Zbyszko?
– Zbyszko się jednakowoż ożenił z Jagienką, a niedługo potem urodził im się mały rycerz, ale to już zupełnie inna historia…
Przemysław Śmiech