Pan Tolek

Dozorcą kamienicy w której mieszkałem na ul. Rozbrat był niejaki Pan Tolek. Nazywano go tak ,choć miał na imię Antoni. Była to postać barwna i ciekawa. Jego spostrzeżenia i opowieści były często bardzo trafne. Lubiłem z nim rozmawiać, mówił piękną gwarą warszawską i był bardzo charakterny.

Pewnego dnia wracałem do domu po południu. Z daleka już dostrzegłem znajomą sylwetkę Pana Tolka przed domem, patrzącego na odjeżdżającą karetkę pogotowia.

-Dzień dobry Panie Tolku, coś się stało? Zapytałem

-Szacuneczek dla inteligencji pracującej, która to wraz z klasą robotniczą i chłopamy jest zdrowym jądrem narodu, odpowiedział z charakterystycznym dla siebie humorem Pan Tolek

-Czy cos się stało? – powtórzyłem odwracając głowę w stronę gdzie przed chwilą odjechała karetka pogotowia.

-Wypadek, Panie, motocyklista się wywrócił i go zabrali do szpitala.

-Trochę zimno na motor-zauważyłem, mamy październik, do tego dość chłodny

-On to też widział ,odrzekł Pan Tolek, dlatego założył kurtkie na drugie strone, zapiął guziki z tyłu żeby go nie zawiało i to go zgubiło.

Musiałem mieć głupią minę bo szybko powiedział:

-Widzę ,że Pan gały wybałuszasz jak stara Malinowska na kolej żelazną, więc zaznaczę Panu detalycznie jak to było. Otóż uważasz Pan motocyklista w tej kurtce tył na przód wywalił się tu na zakręcie, potłukł sobie nogie i nie mógł się podnieść. Pogotowie nie powiem, przyleciało szybko, w ciągu pół godziny byli. Ale zauważ Pan jaką datę dzisiaj mamy. 28 października, a przecież każde dziecko wie ,że 28 przypadają imieniny Tadeusza i w tem dniu każden jeden obywatel, któren pośród swojej familii albo znajomych posiada jakiegoś Tadzia ma prawo i obowiązek letko pod gazem być. Sanitariusze z karetki takiego Tadzia bankowo posiadali więc deczko pod ankoholem się znajdowali. Patrzą, a tu chłop leży, morde drze w niebogłosy i za nogie się trzyma.Ale ponieważ bystre chłopaki byli, to szybko zauważyli że ma głowę na drugie strone odwróconą. Po naradzie, w lekarskiem fachu zwanej konsyliumem dawaj odkręcać mu ten łeb na prawidłową stronę. Dwóch go trzymało ,tak się wyrywał a jeden mu nastawiał łeb. Koniec końców chyba doszli ,że to nie wina łba tylko kurtki na opak założonej ,ale już było za późno. Pacjent pobladł i zamiast za ranne nogie zaczął za łeb się trzymać i drzeć się jeszcze głośniej. No to założyli mu biały kołnierz na szyje i powieźli do szpitala. Będzie żył i naukie na dalsze życie wyniesie. Na motorze trzeba jeździć w prawidłowo założonej garderobie i broń Boże w popularne imieniny, zakończył swoje opowiadanie Pan Tolek i odszedł powoli w kierunku kamienicy.

Ja też szybko pobiegłem w stronę domu, bo dreszcz mną wstrząsnął, nie wiadomo czy z zimna czy z mrożącej krew w żyłach opowieści Pana Tolka. A może ze strachu ,że załoga karetki będzie wracać, dostrzeże moje dreszcze i postanowi mi ulżyć w cierpieniu.

Stanisław Mitkowski

ps. Pan Tolek to postać autentyczna, choć jego opowieści niekoniecznie 😉