Ballada starożytna

Muzom wyśpiewam menża tengiego –
Achilla, syna Peleja.
Co to z niem było, jak i dlaczego,
opowiem gniew Achilleja.

Żył Menelajos możny, bogaty,
miał żonę Pienkne Hielene,
jej nie żałował ciastków, hierbaty,
a ona miała mingrene.

Na brak miłościów wcionż narzekała,
sen nie mógł zmorzyć jej powiek,
a z Menelaja korzyściów nie miała,
ponieważ starszy był człowiek.

Miała Parysa co pas baranki,
z niem Menelaja zdradzała,
z niem to chodziła co dzień na randki,
z niem się bawiła i spała.

I porwał Parys Pienkne Hielene,
zrobiła się awantura,
poszły w ruch noże, majchry, szpandryny,
taka ich grecka natura.

Porwał Hielene i więził w Troji,
i Menelaja obrażał,
a Menelaj stał pod bramamy,
i tylko pienściom wygrażał / włochatom pienściom wygrażał.

Przyzwał Menelaj Łodyseusza,
przyszli znajome z łukamy,
a jak się Parys z Hielkom pokazał,
rzucali w niech kamieniamy.

Zwołał Achilles swoje sołdaty,
i zaiwania pod Troje,
huczą szrapnele, świszczą granaty,
a Parys wciąż robi swoje…

I długo jeszcze tak żarliby się,
aż rzekł Menelaj: „Wybieraj!”
A na to Parys: „Znidziła mi się,
teraz se Hielke zabieraj…”

A jak zobaczył kochanie swoje
Menelaj, spuchło mu oko.
Zabił Parysa, podpalił Troje,
schlał się i usnoł głemboko.

Panie przechodniu, jak bendziesz w Troji,
przypomnij te dawne czasy / co czasów dotrwała naszych,
zamek na górze do dzisiaj tam stoi / gród Menelaja jeszcze tam stoi,
Pienkna Hielena w niem straszy.

Ballada w wykonaniu CzessBand

Menelaj