Rozmowa z zegarem – Stefan Wiechecki „Wiech”

(rys. „Mucha” nr 22 1937r)

Nie wszyscy wiedzą, dlaczego zmieniono numer sympatycznej “Zegarynki” telefonicznej, informującej stolicę, tak chętnie i tak niewyraźnie, o stanie czasu. Prawdopodobnie na wieki pozostałoby to tajemnicą dyrekcji ,,PASTY”, gdyby nie przypadek, który pozwolił nam odkryć właściwą przyczynę tej reformy. Ale zacznijmy od początku.

Pan Teofil Ciuchna, człowiek zasłużony na polu masowej konsumpcji wyrobów monopolowych, zasiedział się pewnego razu ze swym przyjacielem, p. Feliksem Ziorkiem, w jednym z popularnych barów. Ponieważ p. Teofil przyrzekł żonie, iż stawi się w domu punktualnie o godzinie 11 wieczorem, natychmiast po ukończeniu czwartej butelki, wzorowy mąż, sięgnął po zegarek, zadrżał i rzekł do przyjaciela:

– Feluś… czy mnie oko nie myli… bo zdaje się, że jest… trzecia… w nocy.

– To niemożliwe, Teoś, twój zegarek wyraźnie nawala…

– Feluchna, nie obrażaj zegarka… To najdroższa moja pamiątka, od żony, klejnot rodzinny… Ale jeżeli już nie masz względów dla moich uczuć familijnych, to szanuj przynajmniej… wynalazek… czyli tak zwany cud techniki dwudziestego wieku…

– A ja chromolę taką technikę.

– A dlaczego?

– A dlatego, że źle chodzi… W ogóle zegarek to ananachronizm.

– Feluś, nie wyrażaj się… o naukowej zdobyczy.

– To guzik nie zdobycz. O, proszę cię, tu wisi… prawdziwy cud techniki… z kółkiem… Nakręcasz, bracie, numer i automat cię informuje, która jest godzina, co do minuty… bez grandy…

– Co ty mówisz… Ano to spróbujmy… a który numer trzeba nakręcić?

– Pięćset pięćdziesiąt trzy i dwa… zera…

– Ano dobra.

Pan Teofil wstał, podszedł chwiejnym krokiem do telefonu i, długo celując do każdej dziurki, wykręcił wreszcie wskazany numer. Słuchał chwilę, a w końcu rzekł do przyjaciela:

– Feluś… wynalazek mówi ,,hallo”.

– Nie ma prawa, to jest automat, płyta gramofonowa, tylko podaje godzinę, nic więcej, rozumiesz!

– Ja rozumiem, ale on mówi ,,hallo”.

– Tak? Widocznie ulepszyli… No to się spytaj, która godzina.

– Feluś, automat mówi, żebym się odczepił.

– To niemożliwe, nie zrozumiałeś, spytaj się jeszcze raz.

– Która godzina? Co? Słuchaj, zdaje się, że płyta mnie sztorcuje.

– No to się nie daj.

– Wynalazek, cicho! Co jest do cholery, zdobycz naukowa z pyskiem do abonenta? Cud techniki na mamusie interesantowi wjeżdża?! Wynalazek, zamknąć mordę, bo jak sztuknę w tubkie, to wskazówki pogubisz-krzyknął p. Teofil i rzucił słuchawkę na widełki.

– Teoś, co on ci mówił? – zagadnął p. Feliks.

– Mówił, żebym złamał rękę i nogę… i po nocy go nie budził… w ogóle kłócił się ze mną ząb za ząb.

– No, no… a to ulepszyli! Żeby się płyta sprzeczała z żyjącym człowiekiem, tego jeszcze nie było. Ale w każdym razie musimy się dowiedzieć, która godzina. Dzwoń jeszcze raz.

Pan Teofil zadzwonił raz jeszcze, a usłyszawszy jakiś niepochlebny epitet, sklął automat od ostatnich i poszedł z przyjacielem do domu.

Jakież było jego zdziwienie, gdy po kilku tygodniach otrzymał wezwanie do sądu grodzkiego, w charakterze oskarżonego o obrazę jakiegoś p. Eugeniusza Kupczyka. Okazało się, że p. Teofil fałszywie sią łączył i zamiast do zegara dzwonił do p. Kupczyka, którego dwukrotnie zerwał z łóżka i w dodatku bardzo obraził. P. Kupczyk, dowiedziawszy się, spod którego numeru do niego dzwoniono, przeprowadził śledztwo w barze i dotarł do p. Teofila. W sądzie p. Ciuchna oświadczył, iż z powodu zdenerwowania palec mu się obsuwał po krążku, co powodowało omyłkę o kilka numerów. Teraz uznaje swój błąd i prosi o przebaczenie, zresztą nieprzyjemne słowa dotyczyły tylko automatu, nie zaś p. Kupczyka. P. Kupczyk zgodził się na to wyjaśnienie i sprawa została umorzona. Dodać należy, że nie tylko p. K. był zbudzony po nocy w sprawie godziny.

Oto dlaczego numer “Zegarynki” uproszczono na ,,05”.

Stefan Wiechecki „Wiech”

z tomu „Wiech na 102!”