Pan Tolek

Laksigen a jesienne przeziębienie

Kiedy udałem się do apteki żeby kupić coś na jesienne przeziębienie które mnie dopadło spotkałem Pana Tolka na podwórku naszej kamienicy. Kilka dni go nie widziałem, więc  ucieszyłem się i przywitałem serdecznie.

-Niepokoiłem się o Pana ale cieszę się, że widzę Pana w dobrym zdrowiu, zwróciłem się do dozorcy

-Miałem grype żołądkowe, musiałem siedzieć w domu, rozumisz Pan, odpowiedział

Parasol, króliki i mecz z Anglikami

Pan Tolek jak zwykle oddawał się lekturze siedząc na krzesełku pod śmietnikiem.

-Witam Panie Tolku, co tam ciekawego w … świecie, dodałem, zauważając, że czyta gazetę przez ogół społeczeństwa traktowaną jako plotkarską i tzw brukową.

-Szacuneczek, kłaniam się Panu dobrodziejowi ,powitał mnie jak zwykle z humorem Pan Tolek. Czytam o tem parasolu któren to nie rozłożył się na stadionie wczoraj. Podobnież taki dach rozkłada się na korbe i tak sobie myślę, że chyba ktoś jem te korbe podprowadził. W złem miejscu stadion postawili, oj w złem.

Jezus i Hrabia Gwint

Pewnego razu wracając z pracy zatrzymałem się na ulicy przed nasza kamienicą i uciąłem sobie pogawędkę z Panem Tolkiem. Lubiłem z nim rozmawiać. Opowiadał barwnie i wesoło. Nigdy nie wiedziałem co jest prawda a co wytworem bujnej fantazji dozorcy.

-Siemasz Tolek, usłyszałem za plecami

-Siemasz Jezus, odpowiedział Pan Tolek

Jezus? Zdziwiłem się ,domyślam się ,że to pseudonim, taki ten Pana znajomy pobożny?

-Pobożny jak każdy, a pseudonim to stara historia, powstała kiedy Henio, bo tak mu na chrzcie świętem dano brał sobie katorgie na całe życie, czyli szanowne małżonkie, do której to pasuje jak ulał imię Pretensja, i tak ją wszyscy nazywają.

Nauka

W niedzielę wybrałem się do niedawno otwartego Centrum Nauki „Kopernik”. Okazało się, że do wejścia jest dość długa kolejka i trzeba godzinę poczekać. Kilka osób przede mną poznałem sylwetkę mojego dozorcy Pana Tolka.

-Pan Tolek? Jak się cieszę, że Pana spotykam.

-A witam szanownego Pana, odpowiedział zagadnięty.

-Czyżby pęd do techniki i jej sekretów przygnał Pana tutaj?, zapytałem

-Technika ma niewiele sekretów których bym nie znał. To jedno z mojego hobby czyli też konika jak się mawia w eleganckiem świecie.

-Naprawdę? Chyba Pan przesadza troszeczkę, wszak nawet naukowcy ciągle dokonują jakichś epokowych odkryć.

-Panie szanowny, ton głosu Pana Tolka stał się bardziej oficjalny. Ja uważasz Pan mam to w genach, mój rodzony stryjek, Edek nazywany był na dzielnicy „wynalazca” bo wynalazł rower.

Zorro czyli gigas kacalis

Nie widziałem od kilku dni Pana Tolka i muszę przyznać, że byłem zaniepokojony. Polubiłem naszego dozorcę i jego opowieści o życiu. Aż pewnego dnia pojawił się jak zwykle koło kamienicy, kiedy wracałem do domu. Serdecznie go powitałem.

-Witam Pana Panie Tolku, dawno Pana nie widziałem, martwiłem się.

-Szacuneczek dla Pana ministra, zażartował jak zwykle Pan Tolek, ale był jakiś zmieniony, pobladły i przygaszony.

-Coś Panu dolega? Zapytałem z troską w głosie.

– Fachowo to się nazywa zespół złożony dnia poprzedniego, po łacinie gigas kacalis a po polsku kac szanowny Panie. Kac gigant. Byłem na prowincji u wujka Bonisławskiego kilka dni i okrutnie się sponiewierałem.

Kapitan Kloss a EURO 2012

Pan Tolek siedział na stołeczku w bramie kamienicy czytając „Przegląd Sportowy”.

-Witam, Panie Tolku, co tam ciekawego w światowym sporcie?

-Szacunek dla wielmożnej derekcji, zażartował Pan Tolek. Czytam o tych mistrzostwach w piłkie kopane, które to czerwcu uskuteczniać się u nasz będą.

-No i jak widzi Pan szanse naszych chłopaków, zapytałem.

-Marnie, kochany, marnie, ale żeby tylko z Ruskim i Niemcem wygrali to szaconek narodu gwarantowany.

-Będzie ciężko , zauważyłem, zwłaszcza Niemcy mają dobrą drużynę narodową.

-Co z tego, za okupacji tez mieli przewagie, my mamy tak zwane smykałkie narodowe do forteli i farmazonów. I ja Panie właśnie o tem czytam. A Panu zaznaczę kilka słów w tem temacie, żebyś Pan ciemną masą nie pokazał się. Słyszałeś Pan o naszych szpiegach w niemieckiem wojsku we wojne?

Mordobicie czyli wolny etat

-Widziałeś Pan ostatnie walkie Sałaty z niejakiem Normanem? Usłyszałem znienacka za swoimi plecami na klatce schodowej kamienicy w której zamieszkiwałem.

-O jakiej walce Pan mówi , Panie Tolku, bo to nasz sympatyczne dozorca pojawił się nagle i pytał mnie o jakąs walkę.

-No o walkie niejakiego Sałaty z Normanem. Pobili się o kobite uważasz Pan. Trudno uwierzyć, że z takiego powodu do mordobicia doszło. A właściwie to przepraszam za pardon do nogokopania. Bo żaden żadnemu nie dał w morde tylko kopali się po goleniach.

Wielkanoc a latarnia morska

W Wielką Sobotę wracałem z kościoła ze święconką. Na rogu mojej ulicy spotkałem Pana Tolka ,który również jak się okazało wracał do domu z koszyczkiem w ręku.

-Witam Pana, skłoniłem się grzecznie. Widzę, że tradycje Pan podtrzymuje, choć minę ma Pan jakąś nietęgą.

-Zgadza się, ja podtrzymuję, bo tradycja święta rzecz. Niestety pokazuje się, że niewielu ludzi obchodzi tradycja. Mierzi mnie to okropnie.

-Czemu Pan tak uważa?, zapytałem

-A dajmy na to słyszałeś Pan dzisiaj choć jeden wystrzał?

-No nie słyszałem, ale tu ma Pan rację, przyznałem, tradycja strzelania w Wielkanoc zanika. Ale może to lepiej, bo to niebezpieczne zajęcie.

Koła samolotu a bigos staropolski

Pracę w tym dniu skończyłem bardzo szybko, więc byłem w domu wcześniej. Na podwórku przed kamienicą stał jak zwykle Pan Tolek z kilkoma innymi osobami i żywo o czymś dyskutowali.

-Dzień dobry, rzuciłem ogólnie

-Szacuneczek Panu dyrechtorowi, co tam mówią na mieście o tem pilocie nazwiskiem Gawron któremu kółka gwizdli a on i tak wylądował na naszem Okęciu, zapytał Pan Tolek podchodząc do mnie.

-Panie Tolku, co Pan opowiada, nikt mu nie gwizdnął kół, tylko miał awarię, odpowiedziałem

-Coś Pan z księżyca się urwał, wierzysz Pan w taki pic i lypę. Jaka awaria? A Antek Kozioł też miał awarię jak mu koła pod cmentarzem z Trabanta zdjęli i zostawili na cegłach? Nie bądź Pan dzieciak, z tą awarią to bajer na Koziom Wólkie albo insze Wdzydze, powiedział Pan Tolek.

Mietek Malina

W dzień zaduszny jeżdżę zawsze na Powązki, żeby zapalić świeczkę bohaterom Warszawy. Żołnierzom Powstania Warszawskiego , bohaterom okupacji hitlerowskiej. Najwięcej narodu oczywiście tłoczy się przy grobach żołnierzy baonu „Zośka” rozsławionych przez Aleksandra Kamińskiego w książce „Kamienie na szaniec”-„Rudego”, „Alka” i „Zośki”. Kiedy wracałem szeroką alejką Powązek mignęła mi znajoma sylwetka . Był to oczywiście Pan Tolek, gospodarz naszej kamienicy, który stał nad wydawałoby się zapomnianym grobem, na którym palił się jeden tylko znicz, zapalony pewnie przez mojego dozorcę.

-Dzień dobry Panie Tolku, wraca Pan ? Może pójdziemy razem?, zagadnąłem

-Nie, postoję tu jeszcze chwilkę, przychodzę tu tylko raz do roku, chyba tylko ja zostałem, a taki był „Malina” lubiany.

Dopiero teraz spojrzałem na grób, na którym wyblakłe litery ułożyły się w napis : Mieczysław Malinowski.

-Pana bliski ? zagadnąłem