Mowa z Grochowa

Kto jest z Marsa

Nie ma sprawiedliwości na tem łez padole! Tak sobie myślałem froterując z panem Benkiem podłogie w salonie państwa Baryłków. A z powodu dlaczego tak się stało, że padliśmy na kolana przed bezlytosną przemocą?

Otóż dzień wcześniej odbyłem z panem Benkiem w jego piwnicy krowensację na temat dziejów ojczystych. Rzeczywiście, nasz dialog przeciągnął się troszkie, małżonki przerwały nam o drugiej nocy. Ale czy to jest powód do toczenia rabanu? Czy przykry fakt odnalezienia przy nas trzech pustych ćwiarteczek upoważnia do nazywania nas moczymordami, ochlapusami, ochfiarami monopolu i temuż podobnież?

Muzeum Grochowskie

Zeszłem do piwnicy, ponieważ moja notoryczna małżonka kazała mi, pardons, poprosiła mnie o przyniesienie kompotu z renklod, gdy nagle usłyszałem własnoręcznie jakiś hałas. Po zbliżeniu się do jego źródła okazało się, że to mój sąsiad, pan Benek, przeprowadza w swojej piwnicy renament.

– Szaconek, panie Benku. Z powodu dlaczego spędzasz pan wolny czas wśród słoików, starych pudeł, rupieci i tem podobnej martwej natury?

– Zdobywam zasługi na niwie kultury.

– Nie rozumiem.

– Już wyszczególniam. Jak pan wiesz przy ulicy Targowej trwa budowa Muzeum Warszawskiej Pragi.

Co z tą wiosną

W hołdzie Julianowi Tuwimowi

Patrzę ja sobie onegdaj zwrokiem za okno i kogóż mam zaszczyt widzieć? Pana Ambrożego Keksa, który lepił śnieżki jak małoletnie dziecko, z temże te kulki były jakieś takie nieformalne. Założyłem więc na grzbiet paltot tudzież czapkie, gdyż mróz szczypał za twarz i wyszłem do sąsiada.

– Dzień dobry, panie Ambroży! Jakiejż to rozrywce oddajesz się pan w tych niesprzyjających waronkach atmoskwerycznych?

– Śnieżki lepie.

– A z powodu dlaczego w takiem dziwnem, jajecznem całokształcie?

– A pan co, zgubiłeś pan orient w kalendarzu, czy co, jak pragne zdrowia? Wielkanoc idzie!

Pałac króla Sasa

Leżałem sobie na wersalce pod kordłą z wierbłąda, mniałem trzydzieści dziewięć w cieniu, usmarkany byłem jak małoletni pętak i smętnie przerzucałem telewizyjną kanalizacje. Oglądałem od deski do deski, no i nic, nudziłem się niemożebnie. W telewizorach albo trele nowele z pożycia wzięte, albo panowie posłowie wchodzący sobie na mamusie, godność osobistą i jenteligencje pracującą. Od tej kurtularnej puszczy Sahary uwolnił mnie pan Benek, wieloletni mój sąsiad.

– Dzień dobry się z panem! Widzę, że bakteria jakaś rzuciła się panu do gardła!

– Niestety, panie Benku, niestety…

Trambaj i temuż podobnież

Stałem sobie i dumałem na grochowskiem bruku i nagle ujrzałem na własne oczy pana Ambrożego Keksa, wyraźnie czemś zdenerwowanego.

– Szanowaneczko, panie Ambroży, co panu tak wzburzyło duchowe równowagie?

– A, uważasz pan, czekałem na przestanku i zagaiłem jednego obywatela, czy trambaj numer osiem mniał już zaszczyt odjechać w siną dal. A ten obywatel z mordą do mnie, że jaki trambaj, tramwaj się mówi i skąd ja w ogóle jezdem, bo jemu się wydaje, że, za przeproszeniem, z głębokiej prowincji.

Lecim na Marsa

Pan Benedykt Baryłko, mój rodzony sąsiad, mniał zaszczyt odbyć ciekawą i pouczającą rozmowę ze swą pozagrobową małżonką, Teresą Baryłko. Jej treść za łaskawem zezwoleniem pana Benka zamieszczam ku pożytkowi ogólnemu.

– Co tam ciekawego wyczytałeś w tem massmendium? Ze mną byś może rozmówkie skrzyżował, a nie tak siedzisz z nosem w gazecie!
– Mój ty słodki aniele, nie rozpuszczaj mnie morduchny nad uchem, gdyż ponieważ czytam o wielkopomnych chwestiach naukowych.

Rachela z Wesela

– Witam panie Ambroży, widziałeś pan może ostatnio jakieś arcydzieło na srebrnem ekranie?

– Witam, z powodu, że małżonka zarządziła prohibincje, postanowiłem sobie chociaż popatrzeć jak inni gazują, a przy okazji łyknąć cóśkolwiek sztuki powyższej.

– I co? Otworzyłeś pan okno?

– Nie, telewizor. I puściłem na wdewede „Wesele” pana Wajdy.

– Co pan powiesz? Pan Wajda założył sobie na szyję świente więzy małżeńskie?

– Nie, „Wesele” Wyspiańskiego.

– A on nie był żonaty?

– Ale z pana abnegacja umysłowa, jak pragne zakwitnąć!

Nad Niemenem

Ponieważ, że młodzież nie ma czasu na takie drobności, jak czytanie, a zwłaszcza wiekopomnych dwukilowych dzieł, postanowiłem wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu i uprzytomnić tej młodzieży kolejnego arcyklasyka, który zachwyca.

Jest nim gruba książka pani Elizy Orzeszko „Nad Niemenem”. Zalyczamy je niewątpliwie do tak zwanego pozytywizmu. Co to się obznacza? Pokazuje i objaśniam: pozytywizm, czyly, że dobrze się kończy, czyly żyly długo i szczęśliwie.

Jeżely się rozchodzi o detalyczny przebieg już wyszczególniam i prosze o chwileczkie uwagi.

Skikanie na Narodowym

Szliśmy sobie niedawno z panem Benkiem ze Skaryszaka na trambaj z ronda Waszyngtona i wywiązał nam się nagle następujący dialog aspołeczny.

– Słyszałeś pan o kolejnej hecy w temacie Stadionu Narodowego? – zagaił pan Benek.

– Znowu jakieś pierepałki? Jakiś fatum zwisa naszej dumie!

– Otóż z powodu, że z samego grania w nogie i ze śpiewania szlagierów w wykonaniu popularnych szansonistek z dawnych lat mamony jest mało, kierownictwo stadionu wyciągnęło nagły wniosek, że lud pracujący miast i wsi potrzebuje jeszcze jakiejś antrakcji. Zwłaszcza w zimie, kiedy mamy mróz minus dziesięć w cieniu.

Porady nasercowe

Rozmawialyśmy sobie właśnie z panem Ambrożym Keksem o nieznośnej letkości pobytu, gdy na nasze podwórko wkroczył odwieczny student, pan Wieńczysław Górkiewicz. W jego oczach czaił się nadbrzeżny smutek, znakiem tego postanowiliśmy z panem Ambrożym wejść młodemu człowiekowi na pomocną dłoń.

– Dzień dobry panom- nadmienił pan Górkiewicz głosem, który krajał serce w talarki, po czem wygłosił następujący monolog zewnętrzny: