Mowa z Grochowa

Zagadka na telefon

Szłem sobie ze spożywczaka, w którem zakupiłem bułeczki i mleko (dla małżonki, niech mnie ręka boska broni, żebym ja miał to pić, chyba, że kwaśne dzień po jemieninach, czy innem uroczystem obchodzie), gdy ujrzałem wizawi pana Benka. Facjatę mego sąsiada spowijał bezbrzeżny smutek i nieotulony żal.

– Panie Benku, dzień dobry się z panem, co się stało, czyżby życie ponownie potrąciło pana w czułą strunę?

– Otóż. Na wskutek oddania się w szponę hazardu, zostałem niewąsko uderzony w kant.

– Jak niewąsko?

– Siedem stówek.

Klonowy Bazyliszek

Wczoraj w godzinach wieczornych mniałem zaszczyt spotkać się na klatce z mym rodzonem sąsiadem panem Ambrożym Keksem. Po wykonaniu kilku ćwiarteczek nasza rozmowa zjechała na boczny tor chwestii nauk ściśniętych i przyrodniczych. Treść naszej naukowej rozmowy zamieszczam dla dobra ogólnego i poszczególnego.

– Panie Ambroży, co się pan tak nagle rozglądasz, jakbyś się pan skradał  do gąsiorka nalewki, który figuruje u wezgłowia pańskiej małżonki, pogrążonej aktualnie w dłoniach Morfeusza?

– Po pierwsze nie wyjeżdżaj pan do mnie z mytologią, po drugie aproposz na wieki poślubionej cholery mam pewien naukowy pomysł.

– W jaki sposób?

„Kicia Kocia”

Szłem właśnie w kierunku śmietnika z zamiarem pozbycia się odpadów pochodzenia orgianicznego i tych co można je poddać  recytaklyningowi, gdy ujrzałem zwrokiem znajomą sylwetkie pana Benka. Pan Benek taszczył z piwnicy jakieś żelastwo.

– Szacunek, panie Benku, co pan tam tarabanisz?

– Małżonka mnie kazała, pardon, poprosiła, żebym zrobił wiosenne porządki w piwnicy.

– Wiosenne? O wiele się orientuję w chronologii, naobkoło mamy styczeń, czyly śnieg po kolana oraz dziesięć stopni mrozu w cieniu!

– Zaległe wiosenne. W poprzedniem styczniu obiecałem, że w kwietniu posprzątam, no i się nagle bogini mojej przypomniały te moje nieopaczne słowa…

Drymlajner

Dziś rano udałem się do państwa Danuty i Ambrożego Keksów

w celu pożyczenia szklanki cukru, który był potrzebny mojej współmałżonce do wypieków domowych. Co dziwne, na moje dzwonienie nikt nie reagował. Już miałem odejść, gdy drzwi jednakowoż letko się uchyliły, a w szparce ujrzałem facjate pana Ambrożego.

– Wskakuj pan, szybko! – zawołał pan Ambroży.

Wskoczyłem.

– Panie Ambroży, co za konspirancja? Gdzie małżonka?

Uśmniechnij sie!!!

Ach, jakież straszliwe przygody na nasz czyhają z powodu towarzyskiego pi kro pfo! Oto zdarzenie z życiopisu pana Benka. Parę dni temu zobaczyłem pana Benka z letko naruszoną garderobą zwierzchnią. Paltot pana Benka nie posiadał paru guzików, jego krawat wił się długi, cętkowany, kręty, a z czapki zwisał smętnie na jednej nitce zmierzwiony pompon.

– Co jest, panie Benku, jak pragne zakwitnąć? Miałeś pan familijne pierepałkie na tle monopolowym?

– Nie, miałem grubsze kwo wadis w komunikacji mniejskiej.

– A konkretnie?

Dźwignia lekramy

Parę dni temu poszłem z rodzoną moją małżonką na spacer. Mieliśmy zamiar zobaczyć, czy jest już na całej połaci śnieg. Śniegu owszem, niewąsko dosypało, jednakowoż moją chwileczkie uwagi przyciągnęły połacie z innej parafii.

– Powiedz mi, żoneczko – zagaiłem uprzejmnie – z powodu dlaczego warsiaskie kamienice są pozasłaniane temi prześcieradłami.

– Ech ty, nie rozumiesz się nic na nowoczesności w domu i zagrodzie. Nie wiesz wszak, że te obrazki to dźwignia lekramy?

– W jaki deseń?

– W taki, żeby klejenta dopoinformować, gdzie może nabyć tanie auto, dostać kredyt albo jakie jest najnowsze osiągnięcie kinemantografii.

Żeglarz wśródlądowy

Wybrałem się onegdaj na drugą stronę Wisły, tej królowej polskich rzek, na przechadzkie  burwalem w celu oderwania się od pospolitości, która skrzeczy. Jakież było moje szczęście, gdy ujrzałem zwrokiem namacalnie pana Konrada Szkwała, wieloletniego kapitana żeglugi niewielkiej, obecnie na zasłużonej emeryturze. Kapitan Szkwał na swoim jachcie „Krysiula” wielokrotnie podróżował po Wiśle do Płocka i nazad, nieobcy mu jest także burzliwy i groźny akwent Zalewu Zegrzyńskiego. Jedną z opowieści tego wilka rzecznego zamieszczam ku pożytkowi młodzieży pozaszkolnej, inteligiencji niepracującej i wszystkich, którzy mają zaszczyt marzyć o morskiej podróży naobkoło świata.

Cerulik sewilski

Dzisiejszy wieczór mniałem zaszczyt spędzić operowo,

a wrażeniami podzieliłem się z panem Ambrożym Keksem. Treść naszej podmiany poglądów zamieszczam ku pożytkowi młodzieży, któren od zawsze leży mnie na wątrobie.

– Witam sianownego sąsiada! Co pan tam sobie podgwizdujesz za melodie? – zagaił pan Ambroży.

– Gwiżdżę na okolyczność, że byłem dziś z moją pojedynczą małżonką w operze, detalycznie we Warsiaskiej Operze Kameralnej.

– Kameralnej, czyli detalycznie w jakiej?

– W takiej malutkiej.

– Tak myślałem, skoro jeżeli budenek mały, to niech chociaż nazwa będzie długa.

Narzeczony

Jak już mniałem zaszczyt nadmienić Szanownej Frekwencji, mój druh z ławy szkolnej Ignacy Jan Szpadelewski, pseudonim „Bemol”, po trzymiesięcznem randewu z nadmiarem sprawiedliwości powrócił na łono społeczeństwa. Co jakiś czas dzieli się ze mną wspomnieniamy spod celi.

– Albo na przykład taki koleżka. Roman Kaszkiet, znany szerzej publiczności i organom ścigania jako „Narzeczony”.

– Z powodu dlaczego „Narzeczony”, panie Ignacy?

– Z powodu, że robił na niwie matremonialnej.

– W jaki deseń?

Krzyżaki

Pierwszą noworoczną krowensacje na tematy ze skwery kultury odbyłem z panem Ambrożym Keksem, zasłużonym pracownikiem Filmoteki Narodowej.

– Szacunek wyrażam, panie Ambroży! Jak pan spędziłeś ostatni czas pod względem kinemantografii?

– Oglądnęłem jemponujący fresk z dziejów Polski „Krzyżaki”.

– Fresk? W jaki sposób?

– W taki, że duży i kolorowy.

– No faktycznie duży, cztery godziny antrakcji, dawno nie oglądałem, możesz pan wyszczególnić przebieg w ogólnem obrysie?