Szłem sobie przez Skaryszaka na przechadzkie, gdy oczy me ujrzały własnoręcznie pana Benka. Pan Benek figurował na ławce z jakiemś papierem w ręce i patrzył przed siebie wzrokiem pogrzebowem.
– Panie Benku, co jest? Co to za kwit? Serdeczne pozdrowienia od komornika?
– Gorzej.
– Komenda rejonowa zaprasza na randewu?
– Gorzej.
– Teściowa nagle zachorowała?
– Gorzej.
– I nagle wyzdrowiała?
– Gorzej.
– To co jest, panie Benku, wyszczególnij pan, bo mnie serce pęknie!